poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Montag Musik #1

Dygresja.

Wiem, że poniedziałki to ponoć najgorsze z najgorszych...
Wiem też, że jaki poniedziałek taki cały tydzień.
Wiem, przekonałam się o tym na własnej skórze, przekonałam się o tym jak bardzo, jak mocno to z pozoru głupie powiedzenie ma swoją rację bytu w naszym świecie.
Bo w końcu dużo zależy od tego jak coś zaczynamy,
tak... dokładnie od tego jak zaczynamy, czy to tydzień, czy to proste codzienne czynności, zależy całokształt naszej pracy.
I niejednokrotnie mój tydzień zaczynał się śmiechem na pierwszych godzinach lekcyjnych w liceum.
Humor ten, z delikatnymi wahaniami trwał przy mnie zazwyczaj do niedzieli.
Czasy liceum dawno gdzieś przepadły, nim się obejrzałam wylądowałam na ostatnim roku moich studiów, a śmieszne poniedziałki zatraciły się gdzieś, miejmy nadzieję że niebezpowrotnie.

Póki jestem, póki mój mózg daje jeszcze znaki swego istnienia, choć czasem mam wrażenie, że chciałby pojechać na wakacje, gdzieś daleko ode mnie, przysłać mi kartkę z pozdrowieniami i całusami...
Póki jeszcze coś jarzę, a moje zwoje są dość zawiłe, będę się starała dzielić się z wami tym, co bez wątpienia przywołuje wspomnienia, sprawia że się relaksujemy... i odpływamy.... tak to działa przynajmniej na mnie i ludzi z mojego otoczenia.
Rozpoczynam więc tydzień w dobrym nastroju, przy dobrej muzyce, w towarzystwie samych sław.

The Cranberries - Linger. Odkryłam ostatnio na nowo...




Bat For Lashes - Moon and Moon. Zostałam oczarowana każdym dźwiękiem tej piosenki.



I...

Frou Frou - Must Be Dreaming. Na koniec...

może ktoś z was zna, może znasz jedną, dwie...
może żadna nie jest znajoma, ale według mnie jest to muzyka dla każdego...
a zwłaszcza muzyka na poniedziałek.


Miłego początku.

środa, 14 sierpnia 2013

Erste.

Jak zwykle...
Normalka...
Ciężko mi było znaleźć czas na naskrobanie czegokolwiek konkretnego na sowim zaułku.
Bo mogę tak pisać w nieskończoność, że zloty, że spoty... no i musiałam wycisnąć te dwa miesiące do ostatnich soków, bo cały wrzesień praktyki...
Jednakże wróciłam, wróciłam z moim pierwszym i miejmy nadzieję nie ostatnim Dnowo-zakupowym wyznaniem.
Będzie o bublach i troszkę prywaty.
Na początek chcę zaznaczyć, iż fakt nieistnienia mnie tutaj, nie komunikowania się przez posty, nie oznacza, że znikam wtedy kompletnie z blogosfery, bo na ogół mój dzień zaczyna się od uprania i ogarnięcia siebie, a później waszego blogowego życia.
Lubię czytać i oglądać, z naciskiem na to drugie, bo uwielbiam robić zdjęcia jak i je podziwiać... dlatego, nabijam wam na ogół codziennie statystyki, bo po prostu uwielbiam przeglądać blogi :)

Dobra, dobra, ale koniec tego pisemnego gadania... przejdźmy do sedna.


Na początek produkty, które w ostatnim czasie sięgnęły dna. A wśród nich znalazły się:
Hity:



- Maskara Rimmel Extra Super Lash, z której korzystania na ogół jestem zadowolona, jest moją deską ratunkową, jak i zamiennikiem, gdy mój tusz z MaxFactora wyzionie ducha, a akurat w pobliżu w promocji jest Super Lash. Stara, poczciwa, do niedawna niezawodna. Nową zakupiłam w promocji w super-pharm za 9,99, niestety jej szczoteczka się posypała, była źle podocinana i do dziś żałuję, że nie wzięłam paragonu, tak to mogłabym im odesłać, ale cóż podmieniłam szczoteczkę ze starej i jakoś maluje.




- Rexona - dear diamond - Crystal - uwielbiam Rexony jako dezodoranty, kiedyś eksperymentowałam z Nivea, ale przerzuciłam się na R i jestem bardzo zadowolona. Oczywiście zawsze staram się zakupić je w promocji i zapłacić mniej niż 8 zł.




- Perfecta - Masło do ciała o aromacie pomarańczy i wanilli - było u mnie od marca, więc oceniam na wydajne i ogólnie jestem z niego zadowolona. Aromat wanilli i pomarańczy mi nie szkodził, chociaż wiem, że niektóre z was na niego narzekały. Dla mnie mimo wszystko, przy regularnym stosowaniu, zdziałało ono wiele, bo zauważyłam, że skóra stawała się gładsza i ciut jędrniejsza... Na pewno zakupię kolejne, ale jak zrobi się chłodniej, bo w lato wolę otaczać się świeżymi cytrusowymi zapachami.




- Batiste - Cherry - Kosmetyk na wagę złota w dzisiejszych zabieganych czasach. Gratuluję jego producentowi, bo stworzył coś, co niejednokrotnie ratowało mnie w sytuacjach kryzysowych. Był u mnie od grudnia 2012. Według mnie jest wydajny, a przede wszystkim bezproblemowy w aplikacji, a efekty jakie daje są ogromne. Bo dosłownie w 2-3 minuty odświeża włosy i od razu można wychodzić z domu. Nawet mój brat go używał i bardzo mu przypadł do gustu.
Denne Dno:


- Avon Solutions - Biust - Największy Bubel z jakim miałam do czynienia ostatnimi czasy, to rzekomy ujędrniacz biustu z Avonu. Gorszego ... no gorszego kosmetyku na oczy nie widziałam, jest to bowiem, klejący się balsam o neutralnym raczej zapachu, rzekomo modelujący i ujędrniający biust. A tak na prawdę to maź, która zlepia, ręce, koszulki i wszystko wkoło a do tego wcale się nie wchłania. O działaniu tego bubla nawet nie wspomnę, bo poza tym, że raczej szkodzi niż poprawia skórę, wspominać nie trzeba.

Przestrzegam przed kupowaniem!




- Elitte - ujędrniający balsam do ciała - bubel w mniejszym stopniu... ale jednak bubel. Mianowicie po pierwszych kilku użyciach był ok. Jednak na cieplejsze dni nie nadaję się wcale, gdyż słabo się wchłania, a skóra po nim jest raczej oleista, klejąca... co mija się z zapewnieniami producenta, że intensywnie ujędrnia, uelastycznia i wygładza. Temu panu podziękujemy...



- Original Source - Wanilia i Malina - jest to próbka, jednak posiadam pełnowymiarowe 500 ml. Jednakże męczę je i męczę a końca nie widać. Zapach średni, na te ciepłe dni mdły i drażniący, ale cóż, trzeba go wykończyć, wyrzucić i zapomnieć.

No i przyszedł upraginiony przeze mnie 14.08. Wybrałam się dziś do Biedronki i musiałam, no musiałam kupić dosłownie 4 rzeczy w kosmetycznym biedronkowym szale... Nie mogłam się im oprzeć.
a oto i one:

- Lakier do paznokci - Eveline - 683
- Garnier Hydra Adapt - Matujący i odświeżający Krem-Sorbet
- Peeling Naturia - Truskawka
- Peeling Naturia - Pomarańcza

To tyle na dziś.
Następny post to zdobycze z ciucholandu za grosze...
Zapraszam.
i pytanie/prośba do was:
Znacie jakiś fajny balsam do ciała ujędrniający/wygładzający?
Jeżeli tak to proszę o propozycję i z góry bardzo dziękuję.

Miłego dnia :)

piątek, 5 lipca 2013

Tee...


Do tego posta zbierałam się dość długo, jego część spisałam już z 3 miesiące temu...
czekałam tylko na to aż mój aparat zechce ze mną współpracować i zdjęcia wyjdą lepsze...
niestety odmówił współpracy i musiałam raczyć się telefonem... wielka szkoda...
ale coś widać mam nadzieję :)

Generalnie rzecz tą można ująć w następujący sposób...
Trochę herbaciara ze mnie.
Czasami piję te tańsze herbaty, bywa że i te droższe, takie które są zielone, czerwone... białe czy czarne.
Bywa, że tykam się tych z torebek, a czasami raczę się fusiakami.
raczę również napomknąć iż bywa że piję z 5 czy 6 herbat dziennie, a wiem, że to nie dokońca ze zdrowiem ma coś wspólnego.
Ale nic nie poradzę, nawet w upał wolę zrobić sobie jakąś mrożoną herbatkę, czy napić się takiej ciepłej.
Przez 5 lat nie piłam herbaty z cukrem... Po czym przez mojego Pe, do cukru powróciłam, jednakże będę próbowała się pozbyć na nowo słodkiego nawyku.
a czemu rozwodzę się o herbacie ?
powody są dwa...

pierwszy:
chęć zaprezentowania na forum publicznym mojego malutkiego cudeńka, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
A drugi : podziękowanie Pe. za te urocze Potworki :)
 to może teraz koniec gadania... a trochę zdjęć:


na pierwszy rzut oka wyłaniają się z pudełka dwa kubki.

cała zawartość pudełeczka.
A teraz przed wami te sowie potworki :)
cały zestaw: imbryczek do parzenia herbaty wraz  z sitkiem oraz dwie sowie czarki.


 

         

         

Herbatki fusiaki przetrzymuję w słoiczkach z Ikea, udało mi się je dorwać bodajże za 5 zł 4 sztuki.



Zdjęcia oczywiście nie oddają całego uroku zestawu herbacianego, aczkolwiek widać na nich jak rzecz się ma i z czym to się jje, a raczej pije. Od strony technicznej mogę powiedzieć, że są solidnie wykonane i niesamowicie się prezentują.
Sówki służą dobrze, wytrzymują wysokie temperatury a picie z nich to cały specjalny rytuał, który przysparza nam wiele radości i przyjemności.

Także wszystkim tym którzy chcą zajrzeć na stronę skąd pochodzą sówki, zapraszam tu:
http://www.nagomi.pl/

Tymczasem uciekam trochę odpocząć, bo o 23 wybieram się z Pe na maraton filmowy : Kac Vegas, wygrałam podwójne zaproszenie to trzeba wykorzystać, zwłaszcza, że mam dziś imieniny :)

PS.
zajrzałam dziś na bloga po krótkiej przerwie i zobaczyłam, iż odwiedzono mnie już aż 1070 razy,
dla mnie to meeega ilość i bardzo dziękuję :)

Wszystkim życzę Miłego Dnia.